poniedziałek, 16 maja 2011

17 - 'Rób sobie co chcesz, ale ode mnie się odpierdol!'

*Oczami Abby*
Dalej siedziałam w łazience i cały czas robiłam sobie to mocne, to lekkie rany na nadgarstkach. Mam już całe poprzecinane ręce. Od góry do dołu. Boli jak cholera... ale dzięki temu nie boli mnie aż tak w duszy. Wolę ból fizyczny, od psychicznego. Ale i tak nigdy nie wymażę z pamięci tego widoku... widoku w ktorym Christian całuję tą tlenioną pizdę! Niech się z nią kurwa porucha! I niech z nią będzie! A mnie niech zostawi kurwa z spokoju! Nigdy mu tego nie wybaczę! Nigdy!
Nagle po całym domku rozległ się głos pukania do drzwi. Niewiele myślac o tym, kto może być za drzwiami i tym, jakie mam ręcę, ruszyłam w ich stronę. Niepwnie otworzyłam drzwi kluczem i przycisnęłam klamkę. W progu ujrzałam... zapłakanego (?) Chrisa. Zdziwiło mnie to, ale momentalnie znowu gorzkie łzy zaczęły spływać po moich czerwonych polikach. Christian niepewnie spojrzał na moje ręce. Były one całe czerwone, pocięte i czarna krew skapywła na podłogę. Gdy ujrzał to wszystko pojedyńcze łzy zaczęły spływać po jego także czerwonych policzkach. Wyglądał słodko! Ale stop! On mnie zdradził nie dam się mu zauroczyć! Nie tym razem!
-Wynoś się stąd! - wrzasnęłam na niego i miałam zamiar zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale powstrzymał je nogą.
-Daj mi to wszystko wyjaśnić! Proszę! - krzyknął łamiącym się głosem a mnie się aż serce zaczęło krajać. Ale to tylko zasadzka!
-Nie masz czego wyjaśniać! Widziałam wszystko! To zrozumiałe! Chcesz być z tą suką, to proszę bardzo! Przeleć ją, żyj sobie długo i szczęśliwie, albo niech Cię porzuci! Rób sobie, co chcesz, ale odemnie się odpierdol! Nigdy już nie chcę Cię widzieć! - cały czas na niego krzyczałam i z każdym słowem coraz bardziej płakałam i coraz bardziej nie miałam siły dalej krzyczeć. Chciałam... chciałam się teraz przytulić do Justina... on by mi pomógł... to mój najlepszy przyjaciel.
-Abby! Błagam Cię! Daj mi to wyjaśnić! - znowu krzyknął i mnie lekko popchnął i wszedł do domku.
-Wypierdalaj stąd! - krzyknęłam znowu do niego.
-Nie! Nie wyjdę stąd dopóki mnie nie wysłuchasz! - powiedział stanowczo. Ja tylko schuliłam głowę, dając mu do zrozumienia, że nie mam już siły się dalej kłucić.
-A więc... to było tak. Czekałam na Ciebie na tym molo z niespodzianką. Nagle ta tleniona tipsiara do mnie podbiegła i zaczęła całować! Nie mogłem się wyrwać z jej uścisku! I wtedy ujrzałem Ciebie. Abby... tak bardzo, bardzo Cię przepraszam i tak bardzo, bardzo żałuję, że taka scena miała miejsce! Nigdy SOBIE tego nie wybaczę, ale chcę abyć TY mi wybaczyła! Inaczej moje życie straci sens! Proszę! Kocham Cię nad życie! Kocham całą Ciebie! Kocham twoją twarz, twoje usta, oczy, włosy, każdą część ciała z osobna! Nigdy w życiu nikogo tak nie kochałem, jak Ciebie! Jesteś moim tlenem, moim życiodajnym deszczem! Kiedy odejdziesz... ja... ja przestanę istnieć! Jesteś częścią mnie! Proszę! Wybacz mi Abby! Kocham Cię! - cały czas mówił PŁACZĄC a ja zaczęłam płakać, ale ze szczęścia. Szczęścia, że mam takiego chłopaka. Czemu mu uwierzyłam i mu wybaczyłam? Nie wiem. Może dlatego, że go kocham?
-Christian... kocham Cię. Kocham Cię całą swoją duszą, całym swoim sercem i ciałem. Moje miejsce jest przy Tobie. Moje serce w połowie należy do Ciebie i to ono TYLKO dla Ciebie biję! Kocham Cię! - powiedziałam i mocno się do niego przytuliłam. On mnie tak mocno objął, jakby nie chciał mnie stracić. Jakby się bał, że zaraz się rozpłynę w mgle i zniknę. Że to tylko piękny sen i złudzenie. Ale nie. To rzeczywistość. I dla mnie ZNOWU jest wspaniała!
-Czyli... że mi wybaczasz? - zapytał z niadzieją po chwili, ścierając kciukiem moje łzy z policzków.
-Tak... - odpowiedziałam cichutko i go namiętnie pocałowałam.
-Ałłaa... - jęknęłam cichutko, bo zaczęły boleć mnie ręce.
-No tak... teraz się trzeba tym zająć... - powiedział opiekuńczo.
-Przepraszam... - jęknęłam do niego.
-Za co? - zapytał troskliwie.
-Za to, że zrobiłam taką głupotę. Przepraszam. - odpowedziałam pewnie.
-Nie masz za co. Kocham Cię. - odpowiedział i musnął moje usta. -Idziemy do kuchni! - krzyknął i ruszyliśmy w stronę wyznaczonego miejsca.

Kiedy Chris już mi opatrzył wszystkie rozcięcia, które liczył i zliczył ich aż 41, zdziwił się, tak samo, jak i ja. Na jednej ręce 20, a na drugiej 21. Miałam całe ręce zabandażowane i bolało, jak nie wiem co.
-Ale będą ślady... - powiedziałam cicho.
-No niestety... - odpowiedział smutno. -Abby... obiecaj mi... że cokolwiek by się działo już nigdy, przenigdy tego nie zrobisz. - powiedział nagle i spojrzał mi prosto w oczy.
-Obiecuję. - powiedziałam i wpiłam się w jego usta.


***
Nie wiem... ciekawy? Wieem... krótki, ale duuużo się dzieje. xd.
Następny nie wiem kiedy. ;p.
Pojutrze... możeee....
KOMENTUJCIE!
To do następnego! ;*

5 komentarzy:

bieber pisze...

Cudo ;* Przewidaywałam że tak będzie wiec nie jest to dla mnie wielkie zaskoczenie ale i tak jest ciekawy ;) Ze zniecierpliwieniem czekam na nastepny ;)

bieber pisze...

przewidywałam *

Anonimowy pisze...

ulala :d

MisArvy pisze...

Supcio !! Czekam na następny rozdział !!! ;-)

MissSharpey111 pisze...

Również czekam z zniecierpliwością:P

Archiwum bloga