piątek, 15 kwietnia 2011

03 - 'Wynoś się z mojego domu!'

Niedziela... wstałam niechętnie z łóżka dopiero o godzinie dziesiątej. Normalnie, to śpię dłużej, ale dalej te całe pocałunki z Chrisem nie dają mi spokoju. Czemu on to robi?! To pytanie męczy mnie już od dobrych paru dni, ale kiedy tylko próbuję od niego coś wyciągnąć zmienia temat, unika mnie i znowu próbuje TO zrobić. Mam tego dość! Dzisiaj muszę to z nim wyjaśnić! Odważę się.
Z szafy wyciągnęłam niebieskie gerty i białą bluzkę ze smerfetką. Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki przysznic, ubrałam się, zrobiłam sobie moją fryzurkę emo i pomalowłam oczy niebieską kredką oraz rzęsy czarnym tuszem. Wcześniej oczywiście nałożyłam podkład. Na koniec musnęłam usta malinowym błyszczykiem i wyszłam. Na nogi nałożyłam czarno-białe conversy.
Zeszłam na dół. Przy stole sziedział mój brat, szczęśliwy jak nigdy. Ostatnio w ogóle go nie widuję...
-Cześć brat! Co ty taki szczęśliwy? - powiedziałam z uśmiechem i dosiadłam się do stołu, gdzie mama podała mi gorącą herbatę i naleśniki z syropek klonowym. Zaczęłam je konsumować.
-Aaa... nie wiem czy wiesz, może mama Ci mówiła, ale wyjeżdżam. - powiedział podekscytowany.
-Coooo?! - krzyknęłam, a naleśniki, które przed chwilą miałam w buźi wylądowały spowrotem na talerzu.
-To co słyszałaś, wyjeżdżam. - odp. wzruszając ramionami,
-Gdzie? - spytałam już trochę uspokojona.
-Do Hiszpanii. - powiedział.
-Na ile? Po co? - wypytywałam dalej.
-Na rok. Uczyć się w collegu. - powiedział poważnie.
-Coo?! - znowu krzyknęłam i znowu moje naleśniki spadły na talerz.
-Jedz normalnie kochanie! - wtrąciła się mama.
-Noo... niestety. Chcę studiować w collegu. - kontynuował.
-To tak nagle... - mówiłam zmieszana.
-Taak... no... to... wyjeżdżam jutro. - po długim jąkaniu się wreszcie powiedział wyraźnie zaniepokojony moją reacją. I słusznie.
-I kiedy zamierzałeś mi to powiedzieć?! Gdybym nie spytała, to pewnie byś mi nie powiedział! Tak? - krzyczałam na niego z wyrzutem.
-Miałem Ci właśnie teraz, przy śniadaniu powiedzieć. - tłumaczył się.
-Dobra już... koniec tematu... - powiedziałam wreszcie, znudzona tym wszystkim.
Zjadłam śniadanie, podziękowałam mojej rodzicielce i powiedziałam, że wychodzę do kolegów.
-Paaa mamooo! Paaa bracieee! - krzyknęłam na pół domu, stojąc w rogu drzwi.
-Pa skarbie! - krzyknęła mama.
-Siema siostra! - odkrzyknął brat.
I wyszłam. I wcale nie miałam zamiaru spotkać się z tą całą paczką, tylko pójść do Chrisa, wyjaśnić to... tak... dzisiaj się na to odważę! I ruszyłam pewnym krokiem w stronę domu pana "całuję Abby". Gdy już byłam pod bramą nogi się podemną ugięły i serce zaczęło mi bić jak szalone, ale nie poddałam się. Zadzwoniłam domofonem i po chwili drzwi otworzył mi ich tata.
-Dzień dobry. Czy zastałam Chrisa? - przywitałam się i spytałam.
-Dzień dobry, tak, Chris jest u siebie. - odpowiedział.
-Dziękuję. - odp. z uśmiechem.
-A co ty do Chrisa?! Przecież zawsze szłaś do Caitlin. Co się stało? Haha. - wypytywał ze lekkim rozbawieniem.
-Aaaa... tak jakoś. Chcę mu coś powiedzieć. - nie wiedziałam zbytnio, jak to powiedzieć.
-Aaaa co takiego, jeśli można wiedzieć? Oświadczyć się? Hahaha. - dalej się smiał.
-Hahahaha. Raczej nie. Tak po prostu... pogadać. - próbowałam jakoś wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji i szybkim krokiem ruszyłam na górę, do pokoju Beadlesa. Po ciuchu zapukałam do drzwi.
-Proszę! - krzyknął chłopak. Więc, wieszłam. Kiedy ujrzał mnie w progu swojego pokoju widać było, że jest zdziwiony, ale i zadowolony tym faktem.
-Cześć... - powiedziałam niepewnie na wstępnie. -Ja chciałam pogadać... - zaczęłam.
-Cześć. Siadaj. - wskazał na łóżko. -O czym chcesz pogadać? - spytał.
-Yyy... o... o nas... o... o naszych pocałunkach... - jąkałam się jak nigdy w życiu.
-Yyy... - widocznie nie wiedział co powiedzieć, był bardzo tym speszony.
-To... chciałam się tylko dowiedzieć... yy... czemu to robisz? Czemu mnie całujesz? Czemu zachowujesz się inaczej, niż na początku... dlaczego? - odważyłam się i zaczęłam mu zadawć masę pytać, na które pewnie nie znał odpowiedzi, tak samo, jak ja.
-Noo... yymm... wiesz... - w tym momencie się uśmiechnął pod nosem, ale zauważyłam to i podszedł do mnie. Siedziałam na jego łóżku, a on przed nim uklęknął, tuż pode mną. Wzdrygnęłam się lekko, ale się tochę uspokoiłam, kiedy złapał moją rękę i zaczął ją głądzić delikatnie kciukiem, a po mnie aż przechodziło miliard dreszczy i czułam motylki w brzuchu.
-Abby... już dawno próbowałem Ci to powiedzieć... ale nie miałem odwagi... yhh... - zaciął się.
-Co takiego? - spytałam szeptem patrząc mu w oczy.
-Nie... już nic... nie ważne... - powiedział nagle, wstał i wyszedł, nie wiem gdzie.
Cooo?! Mówiłam do siebie. Myślałam, że... że powie, że mnie kocha, czy coś... na to się zapowiadało... a on nic?! Pff... zdenerwowana jak nigdy wyszłam z jego pokoju i wpadłam na niego na rogu.
-Wynoś się z mojego domu! - wrzasnął na mnie, a ja się tak po prostu rozpłakałam się i wybiegłam z jego domu z płaczem. Czemu to zrobił? Czemu tak postąpił? Co on przede mną ukrywa? Miało być lepiej, a jest jeszcze gorzej...

Szłam do domu wolnym krokiem... już się uspokoiłam... ale dalej nie mogę zapomnieć jego słów...
'wynoś się z mojego domu!". To było straszne... czemu to zrobił?
Weszłam do domu. Zjadłam kolację sama, w swoim pokoju. Poszłam do łazienki, zmyłam makijaż i wzięłam prysznic. Przebrałam się w moją czarno-różową koszulę nocną i wyszłam z łazienki.
Położyłam się do łóżka, ale za nic nie mogłam zasnąć, więc postanowiłam, że wyjdę na balkon...


***
Nie było 5 komentarzy, a wręcz wgl ich nie było i nie wiem czy ktoś wgl czyta tego bloga... -.-
Dodaję rozdziały CODZIENNIE! A inne autorki swoich blogów raz na tydzień. Ale teraz też tak będę, bo znowu szkoła, a tak miałam wolne, bo pisali test gimnazjalne. Nie wiem czy jest sens jeszcze pisać tego bloga, skoro nikt tego nie czyta. Napiszcie w komciach, że czytacie! Wtedy będę wiedziała, ile osób czyta moje wypociny...
No to... do zobaczenia! :3

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Ja czytam! Boskie to opowiadanie, ah.. ;)

Anonimowy pisze...

Ja też czytam i bosko tu piszesz !!!

Archiwum bloga