niedziela, 1 maja 2011

12 - 'A skąd on kurwa wie, że kocham tego downa?'

*Oczami Abby*
Pół nocy nie przespałam. Czemu? Bo "mój kochany" Christian wyznał mi miłość! Tak! Niby super, ale nie. Widziałam, że nie mówił tego szczerze. W jego oczach mogłam to wyczytać na kilomentr. Jechało kłamstwem od niego.
A co jeśli mówił prawdę? Hmm... może źle postąpiłam go tak traktując? Nie! Napewno nie! Nie dam się już nabrać na tę jego "piękną mordkę". Ooo nie! Jestem silna! Byłam słaba, jestem silna i będę silna. Ludzie się zmieniają, noo... hmm... przynajmniej tak jest w moim przypadku. Boję się co bęzie dalej. Dzisiaj idę do szkoły. Niestety. Muszę. Nie mogę tak często opuszczać szkoły, tylko dlatego, że mam "problemy miłosne".

Wstałam z łóżka zmęczona jak nigdy i powędrowałam do łazienki biorąc przy tym żółtą, pierwszą, którą miałam pod ręką tunikę i czarne rurki. No i jeszcze bieliznę oczywiście. Wzięłam szybki przysznic i ubrałam się w czyste ciuchy. Zrobiłam lekki makijaż, ale nałożyłam trochę więcej pudru niż zwykle, na podkrążone oczy i czerwone policzki. Fryzurę zrobiłam sobie emo, chodź taką nie do końca. Nic mi się dzisiaj nie chciało, a szczególnie tapirować sobie włosów. Wyszłam z łazienki ubrałam czarne, zwykłe, klasyczne trampki, wzięłam torbę z książkami i zeszłam na dół, do kuchni coś zjeść. Niestety muszę sobie robić sama jedzenie, bo moi rodzicie wyjechali na jakiś czas do Hollywood kręcić jakiś film. Chyba rok, tak? Może. Szczerze? Mam to wszystko w dupie. Tak samo jak moje życie. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem, szybko zjadłam i poszłam na korytarz, nakładjąc przy tym czarną bluzę i torbę na ramie. Wyszłam z domu zamykając go na klucz. I ruszyłam sama, powolnym krokiem do szkoły. Ciekawe co będę dzisiaj mówić o tym, że byłam wczoraj na "randcę" z Beadlesem. Yghhh... na samą myśl o tym pedale mdli mnie. Ale jakoś będzie trzeba przeżyć ten jakże żenujący i bezsensowny dzień.
Weszłam do szkoły, odrazu idąc w stronę mojej szafki z numerem 333, fajnie, nie? Ale to nie ważne. Gdy odkładałam niepotrzebne książki do szafki podeszła do mnie Caitlin z dziwną miną. Jakby była na mnie zła. Już się boję, co to z tego wyniknie.
-Coś ty zrobiła Chrisowi?! - wydarła się na mnie na wstępnie.
-Jak to co?! - odkrzyknęłam.
-Odkąd wrócił z wczorajszej "randki" z Tobą cały czas jest smutny, wkurwiony na cały świat i jakiś dziwny. - powiedziała już trochę ciszej.
-A myślisz, że ja czuję się lepiej niż on?! Nie sądzę! - wydarłam się i ruszyłam w stronę dziewczyńskiej toalety. Caitlin za mną.
-No nie widać tego po Tobie... - odp. trochę speszona tym, że się na mnie wydarła. -Przepraszam... - powiedziała po chwili i mnie lekko przytuliła.
-Nic nie szkodzi. - powiedziałam obojętnie.
-To powiesz mi co się wczoraj między Wami wydażyło? - spytała czule.
-Noo... ymm... bo Chris wczoraj powiedział, że... że... że mnie kocha... - powiedziałam speszona.
-Ooouuu.... - tylko tyle zdołała wydusić.
-No i ja mu nie uwieżyłam... - powiedziałam dalej speszona.
-Czemu? - spytała zaskoczona.
-Nooo... wszystko Ci opowiem od początku. - zaproponowałam i przez następne wszystkie przerwy i lekcje opowiadałam jak to było między mną a Chrisem przez ten cały czas. Wyjawiłam jej, że też kocham Chrisa, ale nie powiem mu tego, bo to nie wporządku w tej sytuacji wobec niego. Tak myśle. No i Cait.
Nareszcie nadeszła pora luchu. Niby dobra, niby zła. Czemu dobra? Jestem głodna. Czemu zła? Spotkam Chrisa i Justina. Boję się. Z resztą... jak zwykle. Ale postaram się być silna. Mam na nazwisko Wale? Tak? No to ok! I poszłam razem z Caitlin w stonę stołówki. Wzięłyśmy jakieś "jedzienie" i ruszyłyśmy do "naszego" (czyli naszej paczki) stolika. Na szczęście nie musiałam siedzieć ani koło Chrisa, ani Justina. Siedziałam między Caitlin i Chazem. Na przeciwko siedział smutny Chris, obok niego pocieszający go JB i tak samo postępował, siedzący obok Chrisa - Ryan. Ja tak samo byłam smutna, ale nie okazywałam tak tego. Chyba już wszyscy się dowiedzieli z naszej paczki, jak wczoraj potraktowałam Christiana, bo tylko Caitlin ze mną rozmawiała. Inni patrzyli na mnie dziwnym wzrokiem, jakbym "zabiła" im Chrisa, czego szczerze żałuję, że nie zrobiłam, jak go poznałam. Żenada! Wszycy przeciwko mnie! Co ja takiego kurwa zrobiłam?! To nie był kurcze największy grzech na świecie! Tak?! Mam rację, czy nie?! Mam? Super! Chociaż sama w to do końca nie wierzyłam, no ale co mam zrobić? Nic! Kurwaa! Coś jest ze mną nie tak, że sama sobie zadaje piepszone pytania i sama na nie chujowo odpowiadam! Jestem jakaś chora umysłowo! Mamoooo! Ratuj! (to takie żartobliwe!) Znowu! Yghh!

Po skończonym lunchu szłam sama w stronę mojej sali lekcyjnej. Chemia. Mówiłam już, że nienawidzę Chemii? Nie? To teraz mówie! Siedziałam na ławce tępo patrząc na swoje odbicie w Iphon'ie. Ale ja jestem brzydka! Błee. Nie ważne. Nagle nademną stanęła jakaś niezidentyfikowana przezemnie istota. Chyba chłopak. Chyba napewno. I Chyba Justin, i też chyba napewno on. Podniosłam lekko głowę.
-Czego...? - spytałam z ironią, zimnym głosem.
-Chcę porozmawiać z Tobą. - powiedział poważnym głosem.
-Po co? - znowu spytałam z większą ironią. JB zaciągnął mnie za szkołe, szłam za nim z niechęcią. I tak nie będę z Nim o niczym gadać! Nie mamy o czym gadać!
-Bo już dłużej tego nie zniose! Tego, że Chris jest zrozmaczony jak cholera przez Ciebie, a ty kurwa nic z tym nie robisz, jak go kochasz! Tylko siedzisz obrażona na cały świat! - wykrzyczał mi w twarz, a do mnie wreszcie wszystko dotarło. Wow! Ten to na mnie działa! Ale stop, stop! A skąd on kurwa wie, że kocham tego downa?
-Skąd wiesz, że bujam się w tym debilu? - spytałam zdziwiona.
-Yyy... Caitlin mi powiedziała. - odp. speszony.
-Wiedziałam! - krzyknęłam lekko zdenerwowana.
-Ale nic jej nie mów i nie rozgrzebuj tego! Ok? Już i tak cała nasza paczka wie! - mówił podniesionym głosem. I też błagalnym. Wyglądał komicznie. Haha. Ooo! Trochę mi się humor poprawił! Super! Ironia! I znowu zażenowanie!
-Spoko. - odp.
-To jak? Masz zamiar powiedzieć Chrisowi, że go kochasz, czy nie? - spytał. On spytał! Tak po prostu! Jakby to była taka łatwa sprawa! Kurwa! Ale debil! Nie! Debil to Chris, on to matoł.
-Ty matole! Myślisz, że to takie łatwe kurwa?! - krzyknęłam na niego.
-Wiem, że to jest trudne, bo sam to mówiłem. Tobie. - powiedział, ale to "tobie" trochę ciszej. Ale słyszałam to.
-No ale ja nie dam rady! - znowu krzyknęłam.
-Dasz! Jak ja dałem i on dał to ty kurcze też! Jesteś miękka czy twarda?! - motywował mnie. Kurwa, on to ma podejście! Sarkazm.
-Dobra! Powiem mu! - krzyknęłam już znudzona tą rozmową. Powiem mu! A co się będę?! A jak!


*Na spotkaniu z Chrstianem, 2 dni po rozmowie z Justinem, nadal oczami Abby*
Boże... ja mu tego nie powiem! Boję się jak cholera! Ratunku!
Właśnie siedzie na ławce w parku i czekam na Chrisa. Zaraz wymiękne i uciekne stąd! Masakra! Jeszcze niegdy tak się niczego nie bałam wyznać, jak dzisiaj. Noo... ale obiecałam Justinowi, że powiem Chriowi prawdę, żeby już nie smutał. Sama jestem smutna i wkurzona na cały świat. Tak jak i on. Więc dla nas obojga tak będzie lepiej. Bo na serio go kocham i chcę mu to powiedzieć. Odważę się!
Nagle w oddali zobaczyłam zbliżającą się do mnie sylwetkę chłopaka. To Christian. A już myślałam, że nie przyjdzie. Dobra! Wdech, wydech, wdech, wdech. Coś powieszałam? Chyba tak. Nie ważne. Kiedy Chris już był przy mnie, wstałam.
-Chris... ja chciałam Cię przeprosić za moje zachowanie wobec Ciebie... wtedy... kiedy powiedziałeś, że mnie kocham... chciałam... - zacięłam się. A na twarzy Christiana pojawił się lekki uśmiech i rozpromienienie. -chciałam... Ci powiedzieć... to samo... - powiedziałam speszona, wpatrując się w swoje buty. Chrisa widocznie wmurowało bo stał nieruchomy tak samo jak ja. Chyba to do niego jeszcze nie dotarło.
-Chris... - podniósł głowę. -Kocham Cię. - powiedziałam pewna swoich słów. Chris tylko szeroko się uśmiechnął szepnął przy moim uchu tak bardzo uszczęśliwiające mnie 2 słowa "Kocham Cię" i wpił się w moje usta, co od razu odwzajemniłam. To był ten "nasz pierwszy prawdziwy pocałunek miłości". Jak w bajce. Masakra. To jest chyba najpiękniejszy dzień w moim CAŁYYYM zasranym życiu! Oł yeaaah! Oł taak! Yeeeey... jak dziecko! ( xd. ).

*Oczami Christiana*
Boże! Nie mogę w to uwieżyć! Ona też mnie kocha! Yeeeey! To najpiękniejszy dzień w CAAŁYYM moim życiu! Ale się ciesze!


***
Ale się natrudziłam pisząc ten rozdział. Zwlekałam przy tym, czy wziąść, żeby byli razem, ale ja już nie wytrzymam. xd. Co myślicie o tym rozdziale? Proszę o szczere opinie. Następny przewiduję we Wtorek. Może się doczekacie! xd. To do następnego! ;*

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

BOSKI! <3
WE WTOREK?! ;o
nie! nie! nie! nie! nieeeeee!
w poniedziałek, ghrghrgr :d

Anonimowy pisze...

Ten jest po prostu CZADOWY !

Archiwum bloga