czwartek, 21 kwietnia 2011

08 - 'Ten zazdrosny pedał, Chris.'

*Oczami Christiana*
Ostatnio zacząłem kolegować się z Marcusem. Takim jednym typkiem z naszej szkoły.

-Chris! Mam dla ciebie pewną propozycję, a raczej chcę się z Tobą o coś założyć. - zaczął z chyrtym uśmieszkiem, co mnie szczerze troszeczkę zaniepokoiło, bo co on może chcieć mi powiedzieć?
-Co takiego? - spytałem zainteresowana, jak nigdy.
-Co ty na to, gdybyśmy się założyli o to, który pierwszy z Nas zdobędzie Abby Wale. - zaproponował.
-Yyy... po co? - spytałem z lekkim rozbawieniem.
-No tak o. Dla trochę zabawy. - odp. śmiejąc się. -To jak? Wchodzisz w to? - spytał i podał mi rękę.
-Dobra! Wchodzę! - po krótkim namyśle zgodziłem się, bo wiedziałem, że wygram. I uścisnąłem jego dłoń.
-To zaczynamy od dzisiaj! - krzyknął uradowany.
-Spoko! - odp. równie szczęśliwy, chodź nie jestem pewnien, że jest to najlepszy pomysł...

*Oczami Abby*
Dzisiaj w szkole Marcus, jeden z naszej szkoły, murzyn, ale za to jaki przystojny, juff! Na samą myśl o jego mięśniach robi mi się słabo i mam zawroty głowy... zaproponował mi randkę! Chodź nie jestem do końca pewna, że to randka. Zaproponował mi wspólne wyjście do kina! Od razu musiałam się tym pochwalić oczywiście mojej przyjaciółce, bo już nimi jesteśmy, Cait. A Caitlin, jak to Caitlin, musiała od razu wszystkim o tym powiedzieć, że mam randkę ze szkolnym ciachem, Marcusem Little. Kiedy tylko dowiedzieli się o tym Chaz i Rayan, byli bardzo szczęśliwi, ale nie Justin, no bo przecież ostatnio wyznał mi miłość... masakra... dalej nie mogę tego ogarnąć, ale dobra.
-I co? Zgodziłaś się? - zapytał wkurwiony Beebs, chodź aż tak bardzo tego nie okazywał, ale w jego oczach można było wyczytać złość i żal. Dobrze wiedziałam, że tak zareaguje. No ale co mam zrobić? Odmówić takiemu ciachu?! Na pewno nie!
-Noo... a co miałam odmówić takiemu przystajniakowi?! - spytałam, lekko zmieszana i podekscytowana.
-Ahaa... - odp. smutny. Ja tylko przytaknęłam i zaczęłam jeść moje "jedzenie". Bo był lunch.

Po szkole szłam do domu. Nagle usłyszałam za sobą krzyki Christiana.
-Abby! Adelaide! Poczekaj! Ałł! Poczekaj! - krzyczał ten pedałek, Chris. Krzyczał, krzyczał, potknął się o własne nogi i znowu krzyczał. Zaczęłam się z niego nabijać. Śmiałam się w niebogłosy.
-Hahhahahahahaahahha. - śmiałam się jak jakaś chora umysłowo, aż wreszcie ten idiota mnie dogonił.
-No co?! - spytał też rozbawiony.
-Nicc... nic... - już się trochę uspokoiłam, a raczej Chris mnie uspokoił, bo sama bym nie była w stanie tego zrobić.
-No to chciałem Ci coś zaproponować. - zaczął lekko zakłopotany. A ja już wiedziałam, co się kroi.
-Tak? Co takiego? - spytałam podekscytowana.
-Noo... masz może ochotę pójść jutro wieczorem do kina? - zaczął.
-Możeee.... a o której? - spytałam.
-O 19, co ty na to? - zapytał z nadzieją w głosie.
-19? Ok! - odp. zadowolona.
-To super! - krzyknął uradowany, jak nigdy.
Po chwili sobie przyponiałam, że w sobotę o 19 jestem umówiona już z Marcusem.
-Yyy... Chris... - zaczęłam zaniepokojona jego "przyszłą" reakcją.
-Tak? - spytał lekko zaniepokojony, tak samo jak ja.
-No bo... przypomniałam sobie... że jestem już z kimś umówiona o 19 jutro, w sobotę... - powiedziałam speszona.
-Z kim? - zapytał smutny.
-Yyy... z... Ma... Marcusem... - odp. niepewna jego reakcji.
-Co?! - krzyknął, ale zaraz się uspokoił. - Znaczy... co? Z nim? Od kiedy się z nim kolegujesz? - spytał.
-Aaa... dzisiaj w szkole mi to zaproponował. - odp.
-Ahaa... to co? Nie możemy w sobotę? - spytał.
-Yyyymm... no raczej nie. - odp. - Ale możemy w niedzielę. - powiedziałam niepewna swoich słów.
-No okk... - odp. dość niezadowolony.
Doszłiśmy do mojego domu. Pożegnałam się z Beadlesem i poszłam do domu szykować ciuchy na jutro. Po długim poszukiwaniu znalazłam niebieską tunikę i czarne rurki, oraz tym razem nie moje kochane skate, tylko niebieskie, pod kolor bluzki, na dość niskim obcasie buciki. Na tunikę nałożę czarny przewiewny sweterek.
Przed spaniem poszłam wziąść prysznic i umyć włosy.
Położyłam się spać i zasnęłam w mgnieniu oka.

Obudziłam się dość późną porą. Bo o 10:30 . Przy moim łóżku siedziała jakaś osoba. To była... a raczej był... pewien chłopak... a tak na serio i chyba ten zazdrosny pedał, Chris. Zdziwiłam się jego wizytą, no ale cóż.
-Co tu robisz? - spytałam zaspanym głosem przeciągając się na łóżku i patrząc na tego jego przepiękną mordkę. Boże... co ja gadam? Abby, opanuj się! Dobra... wdech, wydech, wdech, wdech, coś poknociłam. Nie ważne.
-Aaa... postanowiłem Cię odwiedzić, a że spałaś, to poczekałem. - odp. wzruszając ramionami.
-Aha, ok. A teraz pozwól, że Cię opszuczę i pójdę do łazienki się ogarnąć. - odp. uśmiechając się.
-Spoko. - odp. ale wstał i gdy już chciałam wejść do łazienki chwycił mnie za nadgarstek i byłam zmuszona obrócić się w jego stronę. A pan "zazdrosny pedał" jak gdyby nigdy nic, jakbym była jego dziewczyną czy coś po prostu mnie pocałował. Pocałował? To mało powiedziane! DOSŁOWNIE wessał się w moje rozgrzane usta. Tym razem nie dałam się jego urokowi i odepchnęłam go najmocniej jak tylko umiałam i szybko znikłam za drzwiami łaznienki i usłyszałam już tylko ciche "kurwa" Beadlesa i trzaśnięcie drzwiami od mojego pokoju. Ojj... chyba go to zdrowo wkurzyło. No nic. Nie mam czasu się przejmować tym debilem i wybrykiem natury. ( xd ).

O 17:30 wpadła do mnie Caitlin, żeby pomóc mi się przyszykować. Umalowała mnie ślicznie i zrobiła cudną fryzurkę emo. Pomogła mi się ubrać, bo nie mogłam wcisnąć tych spodni na siebie, boże... muszę schudną. Śmiałam się co chwilę, a Cait razem ze mną. O 18:55 byłam juz gotowa. Za 5 min. miał przyjść po mnie Marcus. Podziękowałam Caitlin i poszła do domu, a ja siedziałam w salonie i czekałam na "mojego towarzysza". Wreszcie przyszedł. Zerwałam się z kanapy, gdy tylko usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam jeszcze raz w lusterko i otworzyłam drzwi. Na wstępnie Marcus przywitał mnie buziakiem w policzek i dał czerwoną różyczkę, podziękowałam mu i poszliśmy do kina. Oglądaliśmy "salę samobójców" super film! Marcus cały czas żartował, żeby mi nie wpadło coś takiego do głosy, no bo jestem emo. Poznałam go i wydał mi się bardzo fajny, miły i zabawny. To chłopak dla mnie. No ale przecież kocham Chrisa i chyba Justina. To co? Jeszcze jego? Napewno nie! To tylko zauroczenie! Na 100% jestem tego pewna!


( tak wiem, brzydki. xd. )
Marcus Little - 15-letni murzyn z czarnymi, któtkimi włosami. Największe ciacho w szkole. Koleguje się z Chrisem. Podrywa Abby. Założył się z nim, który pierwszy zdobędzie panne Wale.
Jest skate'm, ma poczucie humoru i kasy jak lodu. Na jego widok szkolne plastiki i nie tylko mdleją z zachwytu, tak samo jak Abby i Caitlin.

***
Nie wiem czy nudny. Na pewno ciekawszy, od poprzedniego. xd. Nowa postać, Marcus Little, z "Nie ma to jak statek". xd. Żaaal. ;p. Tak jakoś. ;]. Niby, że jest szkolnym ciachem. xd. Taa.. jasne, chciałby. ;p. A tak na serio to jest to Doc Shaw. xd. Okey. Piszcie, czy nudny, czy nie. Rozdział oczywiście. ;]
Do następnego. ;*

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Uu fajnie :d
Ja się tylko zastanawiam co na te trzaśnięcia drzwi i przychodzenie chłopaka do domu gdy ich córka śpi, myślą rodzice xd?

Anonimowy pisze...

Bosskoooo ;)

bieber pisze...

Co tu pisać? I tak wiesz że całe opowiadanie jest BOSKIE ;) Musisz napisać o tym książke na serio mówie ;)

Archiwum bloga