niedziela, 17 kwietnia 2011

05 - 'Teraz, pierwszy raz od 2 lat znowu to zrobiłam.'

Dzisiaj poniedziałek. Jestem już w szkole i idę sama korytarzem.
Nagle wpadłam na Justina, który kiedy tylko mnie zobaczył zaciąnął na koniec korytarza.
-Gdzie ty byłaś kobieto?! - krzyczał na mnie zmartwionmy. -Wiesz, jak my się o Ciebie martwiliśmy, po tej akcji z Chrisem?! - dalej krzyczał. -Nie odbierasz telefonu, nie odpisujesz na sms, co ty wyprawiasz?! - powiedział już trochę ciszej z wyrzutem.
-Ja... przepraszam... ja... nie chciałam... przepraszam! - rozpłakałam się, tak bez powodu.
-Juuż, ciii... - uspokajał mnie i przytulił do swojej klaty. Nie wiem czemu, ale przy nim czułam się taka, bezpieczna. Nagle, niespodziewanie zadzwonił dzwonek na lekcje, a Justin szybko wziął mnie na ręcę i wybiegł ze szkoły.

Jesteśmy w parku. Spacerujemy. Tak, wiem... Justin zabrał mnie na wagary, bo uznał, że nie powinnam być dzisiaj w szkole, w takim stanie. I ma rację. Za to mu dziękuję. On jedyny mnie rozumie i moje uczucia. Od ostatniego czasu Justin dziwinie się zachowuję. Jakby mnie chciał przekonać do siebie, jakby mnie podrywał... jakby... się we mnie zakochał. Nie! To nie możliwe!
Gwiazdor miałby się zakochać w takiej wywłoce jak ja?! No ale w końcu przyjaźnimy się, tak?
No! To może! Ale czy ja go kocham? Czuję coś do niego? Przecież jestem zakochana od samego początku w Chrisie... co mam zrobić? Może lepiej, żebym była z Justinem, A nie Beadlesem?
On mnie chyba kocha... ale Chris też...
-Justin? - spytałam cicho.
-Tak? - odp. równie cicho.
-Dlaczego ostatnio zacząłeś zachowywać się zupełnie inaczej? Tak... jakbyś chciał... aby relacje między nami zmieniły się... - mówiłam, nie bardzo więdząc, jak poskładać słowa, żeby wyszła z tego racjonalna i zrozumiała wypowiedź.
-Yyy... to trudne... trudno mi to powiedzieć... - jąkał się.
-Ale chcę wiedzieć... co się stało? - dalej ciągnęłam niepewnie.
-Abby... ja... - zaczął, ale się zaciął i nie wiedział co powiedzieć?
-Co takiego? - poganiałam go delikatnie.
-Ja... ja... Kocham Cię... - powiedział wreszcie, a mnie zatkało...
-Justin... ja... nie... wiem... co mam... powiedzieć... - dalej mówiłam, a raczej jąkałam się.
-Nic nie mów... po prostu... rób, to co Ci podpowiada serce... - powiedział i wpił się w moje usta namiętnie. Przez chwile nie wiedziałam co robić, ale zaraz odwzajemniłam to. Obiął mnie w pasie swoimi mocnymi rękami, tak, jakby chciał, żebym mu nagle nie uciekła, albo coś. Było mi tak dobrze... w jego ramionach... całując się z nim... przypomniał mi się pocałunek z Chrisem... czułam wtedy coś podobnego, ale coś innego... przyjemniejszego? To którego ja kocham? Mam rozerwanie emocjonalne. Co mam zrobić? Mam wybierać? Zadawałam sobie milion pytań, dalej całując się z Justinem, któremu brakowało już tchu, tak samo, jak mi. Oderwaliśmy się od siebie.
Patrzyliśmy sobie w oczy. Beebs ma takie, piękne czekoladowe oczy... ale to nie to co jeszcze piękniejsze, zielone teńczówki Christiana.
-Abby... odwzajemniasz moje uczucia? - spytał nagle. Nie spodziewałam się takiego pytania. Po raz kolejny dzisiaj zatkało mnie i nie wiedziałam, co mam powiedzieć.
-Yyy... ja... ja nie wiem... bo... ja chyba kocham też Chrisa... i do Ciebie też coś czuję... Justin... mam rozerwanie emocjonalne... co mam robić? - mówiłam z brakiem tchu i znowu się rozpłakałam.
-Nie wiem... nie mogę Cię zmusić, abyś przestała kochać Chrisa i zaczęła mnie. - powiedział. -Ale wiem jedno... chcę... abyś była szczęśliwa... czy to będziesz ze mną... czy z nim. Pamiętaj. - powiedział i odszedł, a ja zostałam tam w lesie i postanowiłam po chwili, że wrócę do domu.

Szłam powolnym krokiem w stronę mojej posiadłości. nareszcie doszłam. Weszłam do domu i nic nie mówiąc nikomu poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz, aby nikt mi nie przeszkadzał i rzuciłam się na łóżko, zaczęłam płakać jeszcze bardziej, niż wcześniej. Co mam zrobić? Ciągle te pytania w różnej postaci przechodziły po mojej głowie? Którego kocham? Justin czy Chris? Który lepszy? Mam tego dość! Rozryczałam się na dobre. Nie wytrzymam tego dłużej. Wstałam z łóżka i podeszłam do biurka. W szufladzie miałam... coś, czego nie powinnam tam mieć, trzymać, jako dziewczyna emo. Wzięłam narzędzie do ręki i poszłam do łazienki, w której się zamknęłam. Oparłam się o ścianę i bezwładnie osunęłam się po niej. Przyłożyłam ostrze do mojej ręki i delikatnie, ale i szybko przejechalam nią po nadgarstku, patrząc... jak spływa gorzka, czerwona krew. To mi dawało ulgę. Kiedyś, dawno temu... cięłam się, bo miałam okropne problemy. Teraz, pierwszy raz od 2 lat znowu to zrobiłam. Ale czemu? Czyżbym miała aż tak duże problemy, jak wcześniej? Chyba nie. Ale jestem coraz bardziej wrażliwa i już nie mam na nic siły. Znowu przejechałam ostrą żyletką po nadgarstku, ale tym razej mocnej, aż zacisnęłam zęby i patrzyłam jak znowu spływa krew po mojej ręcę, a potem na białe kafelki...

***
Tak jak mówiłam, jest i drugi. Tamten był masakrycznie krótki, ale za to ciekawy.
Ten jest długi i dużo się dzieje, BARDZO ważnych scen... Prawie się popłakałam, jak przeczytałam całą notkę. xd. Masakra... Dobra... nie ważne... jutro MOŻE next. Ale wątpię, czy teraz bd dodawać rozdziały CODZIENNIE, bo zaczyna się szkoła i... no i wiecie. xd. Jeszcze muszę napisać kolejny, bo mi nie starczy. xd. Następny będzie równie interesujący jak ten.
Nie wiem czy są błędy w tym i poprzednim, ale nie chciało mi się sprawdzać. xd.
To do zobaczenia! ;*

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

;o
JUSTIN kocha się w ABBY?! ;o
CHRIS kocha się w ABBY?!
JUŻ W 5 ROZDZIALE SIĘ CAŁUJĄ?! ;o
SZOK ;o

Anonimowy pisze...

Fajnyy <33

Archiwum bloga